czwartek, 31 stycznia 2013

Część 7


Śniłam o wszystkim i o niczym jednocześnie. Nagle zaczęło dziać się coś dziwnego, zielona łąka, rzeczka, las, przy którym co lato organizowaliśmy ogniska gdy byłam mała, to wszystko zaczęło stopniowo zanikać. Czułam, że coś mną trzęsie, ale nie potrafiłam się przebudzić. Po chwili poczułam palący ból w prawej części twarzy. Kiedy otworzyłam oczy ujrzałam twarz jakiegoś człowieka, który wciąż krzyczał abym się obudziła. Najprawdopodobniej to od niego dostałam z taką siłą w twarz. Nie miałam mu tego za złe, sama chciałam się obudzić, a koniec końców tylko to zadziałało. Gdy nieznajomy zobaczył, że mam otwarte oczy szybko powiedział mi, że jestem w wielkim niebezpieczeństwie i muszę z nim szybko uciekać zanim będzie za późno. Półprzytomna chwyciłam plecak z rzeczami i pobiegłam za nim. W piżamie i kapciach w kształcie kocich głów, przynajmniej były wygodne, wyskoczyłam za nim przez okno na parterze. Nie było wysoko, każdego lata wychodziłam w podobny sposób na podwórko gdy nie chciałam zwracać uwagi taty. Różnica była tylko taka, że dookoła mnie powinien panować mrok. Fluorescencyjny zegarek, który pochwyciłam w ostatniej chwili pokazywał 2:30, a tymczasem świat zdawał się przybrać czerwoną poświatę. Nie wiedziałam czemu ufam temu człowiekowi, ale wydawał się znajomy. Podświadomie rozumiałam, że tylko z jego pomocą dostanę się tam gdzie potrzebuję. Przebiegliśmy sporą odległość, mijaliśmy moje ulubione restauracje i kawiarnie, do których udawałam się po szkole gdy jeszcze nie potrafiłam sama sobie gotować. na zegarku była już 3:00 nad ranem, a my wciąż biegliśmy. Od czasu opuszczenia z domu mój wybawiciel nie odezwał się ani słowem, co jakiś czas oglądał się tylko czy za nim biegnę i za każdym razem widziałam coraz większe zdziwienie w jego oczach. Dopiero kiedy minęliśmy granice miasta postanowił się zatrzymać.
- Tu jesteśmy bezpieczni. Nazywam się Alex, jestem absolwentem Akademii Dantego.- uśmiechnął się i wyciągnął do mnie rękę. Wyglądał co najmniej dobrze. Przyznam, że dawno nie widziałam tak przystojnego chłopaka. Był to wysoki, dobrze zbudowany brunet o zielonych oczach barwy świeżo ściętej trawy. Nigdy nie widziałam tęczówek o podobnym kolorze. Przyglądałam się mu przez dłuższy czas, ale gdy po chwili zobaczyłam w jego oczach zdezorientowanie poczułam się skrępowana, podziałało to jak naturalny budzik, który wyrwał mnie z drzemki zwanej zapatrzeniem.
- Och, wybacz. Cześć! Jestem Charli.- podałam mu rękę i odwzajemniłam uśmiech- Właściwie to Charlotte, ale wolę Charli. Niektórzy uważają, że jest to męskie imie, ale mi to nie przeszkadza. Dostałam je od rodziców wraz ze swoim urodzeniem. Każdy z nas po narodzinach otrzymuje własne imie, oczywiście nie ma aż tylu imion na całym świecie aby każdy nazywał się inaczej. Niektórzy nie lubią swoich imion, ale kompletnie ich nie rozumiem, bo przecież jest to naturalne i nikt sobie imienia nie wybiera. Trochę często używam słowa imie, ale to dlatego, że nie potrafię dobrać odpowiedniego synonimu. A tak w ogóle to kompletnie nie rozumiem co się stało. Poszłam spać, miałam dziwny sen, później nie mogłam się przebudzić i poczułam silny ból. Właśnie! To Ty mnie uderzyłeś?!- wiedziałam, że strasznie dużo powiedziałam. Nie byłam pewna czy cokolwiek z tego zrozumiał, bo mówiłam to w takim tempie, że sama nie panowałam nad tym co mówię. Strasznie spodobał mi się ten chłopak, nigdy nie czułam się podobnie, bo nie zwracałam uwagi na płeć przeciwną. Okazuje się, że gdy jestem zdenerwowana to strasznie dużo mówię. Po chwili przyswoiłam, że jestem na obrzeżach miasta! Jak ja się tu dostałam?! Wpadłam w panikę, ale nagle przypomniałam sobie, że przecież przybiegłam tu na własnych nogach. Zamurowało mnie.
- Ech. Tak. Przepraszam Cię najmocniej, ale gdyby nie to prawdopodobnie już byś się nie obudziła. W twoim domu był czad, ale nie przypadkowo. Sordendik stara się rozpętać wojnę pomiędzy naszymi rasami. Po opuszczeniu szkoły otrzymałem zadanie mieć Cię na oku i chronić w razie potrzeby. Jak widać nie na darmo. Każdy z nas w młodości ma swojego ochroniarza, o czym często dowiadujemy się dopiero w szkole.- zrozumiałam tylko tyle, że ten przystojny chłopak był moim osobistym ochroniarzem! Dlaczego dowiedziałam się dopiero teraz?! Chwila, moment. Jaki Sordendik?! Jaka szkoła? Czy on mówi o tym samym miejscu co pani Aragon? Coraz mniej czasu i coraz więcej pytań. Nie dość, że nie wiem co się dzieje z moim ojcem to na dodatek ktoś marzy o mojej śmierci. Chciałam mu zadać wszystkie pytania po kolei, ale nagle nadjechał samochód. Czarny van, który z pozorów wyglądał normalnie, jednak gdy Alex kazał mi do niego wsiąść okazało się iż wnętrze jest zaskakująco przestronne i luksusowe. Po prawej stronie na małej półce leżały książki. Nawet nie zdążyłam przeczytać nagłówków gdy zagaił mnie potężny, wysoki mężczyzna. Wbrew reszcie wyglądu miał on przyjazne rysy twarzy co mnie lekko uspokoiło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz