poniedziałek, 5 listopada 2012

Część 2


- Charli, masz zadanie z francuskiego? Zapomniałam zrobić. Nie dałabyś mi odpisać? – Nie pomyliłam się. Czekała tylko aż dam jej to zadanie.  Nawet mnie to nie zdziwiło, powinnam była się domyślić. Ale i tak zawsze robię sobie nadzieje...
- Pewnie, ale nie przepisuj wszystkiego bezmyślnie. Jeszcze Szczota domyśli się, że dałam Ci spisać. Wtedy ja oberwę, nie ty. –Tak było zawsze. Kiedy nauczyciel dowiadywał się, że ktoś spisywał to obrywała osoba dająca to zadanie. Nie rozumiałam logiki nauczycieli, ale nie po to chodziłam do szkoły. Podałam zeszyt Camille i udałam się do klasy.
Lekcje mieliśmy cały dzień w jednej sali. Ja siedziałam na końcu klasy w dwuosobowej ławce, oczywiście sama. Nie mogliśmy się przesiadać chyba, że nauczyciel tak sobie wymyślił. Nie byłam lubiana, ale też niepogardzana, bo znam takie osoby, które są nieakceptowane i przez to „terroryzowane”. Dziś środa, czyli dwie godziny rozmowy o wycieczce. Kiedy usiadłam na miejscu nauczyciel wszedł do klasy, a zaraz za nim Camille z moim zeszytem. Podeszła do mnie i położyła na ławce z uśmiechem na twarzy.
- Dzięki. Nie martw się, nie zauważył. –Nie zaskoczyła mnie jej wypowiedź. Prawie codziennie to słyszałam jak dawałam zeszyt znajomym.
- Dzień dobry klaso. Jak już pewnie wiecie dziś porozmawiamy o wycieczce. Tydzień temu prosiliście żeby z trzydniowej zrobić pięciodniową i mam nadzieję, że was nie rozczaruję, jeśli powiem, iż teraz potrzebne są tylko zgody od waszych rodziców. –Cała klasa chórem wykrzykiwała pytania. Co będziemy robić itp. –Riley chłopcze czy mógłbyś rozdać zgody, tym, którzy jadą?
- Oczywiście panie profesorze. –Zabrał się za rozdawanie, a w tym samym czasie nauczyciel zaczął opowiadać o wycieczce. Mówił nam jak jesteśmy dobrani w namiotach. Nigdy na wycieczkach nie wybieraliśmy sami. Namioty były 3-osobowe, a ja trafiłam na dwie największe modnisie w szkole. Nie akceptowały nikogo poza sobą, ale oczywiście dopuszczały rozmowy z chłopcami tylko przystojnymi. Chodziło im o to żeby się dobrze prezentować. Nie byłam zachwycona, aczkolwiek najbardziej chciałabym być sama, więc tak czy siak nie byłoby dobrze. Z drugiej strony cieszyłam się, że jadę na biwak. Była to okazja żeby poszukać kolegów. Miałam tylko 2 koleżanki, które wolały swoje towarzystwo, a niekoniecznie moje, więc chciałam znaleźć nowych.
Lekcje minęły stosunkowo szybko. Wróciłam do domu na nogach, bo dzień był ciepły, a plecak leciutki. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, kiedy stanęłam przed drzwiami domu. Była to bardzo cicha okolica, bo nie mieszkało tu żadne dziecko oprócz mnie. Sami starsi i w podeszłym wieku ludzie.
Mieszkanie z tatą miało też swoje minusy. Od 10 roku życia, gdy tato rozwiódł się z mamą (od tamtej pory jej nie widziałam) musiałam radzić sobie sama. Zwykle wracałam ze szkoły o godzinie 15: 00, czyli 5 godzin przed nim. Sama robiłam obiady, sama się uczyłam. Nigdy nie chodziłam na dodatkowe lekcje, ani korepetycje. Wszystko robiłam sama. Najtrudniejszy był jednak okres dojrzewania, gdy nie mogłam znaleźć przyjaciół i nie miałam, z kim porozmawiać. Tato często wracał z pracy po kilku dniach, bo wyjeżdżał na niespodziewane wyjazdy służbowe.
Tak było i dziś, po wejściu do domu znalazłam kartkę na blacie, a na niej standardowa wiadomość.
        „Córeczko przepraszam, że ciągle wyjeżdżam. Wiesz, że gdybym nie musiał to bym nie jechał. Wierzę, że sobie poradzisz. Zostawiłem Ci w pokoju trochę pieniędzy na wypadek gdyby zabrakło Ci czegoś do jedzenia lub na wyjazd. Wracam dopiero za dwa tygodnie. Całusy, kochający tato."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz