- Charli, masz zadanie
z francuskiego? Zapomniałam zrobić. Nie dałabyś mi odpisać? – Nie pomyliłam
się. Czekała tylko aż dam jej to zadanie.
Nawet mnie to nie zdziwiło, powinnam była się domyślić. Ale i tak zawsze
robię sobie nadzieje...
- Pewnie, ale nie
przepisuj wszystkiego bezmyślnie. Jeszcze Szczota domyśli się, że dałam Ci
spisać. Wtedy ja oberwę, nie ty. –Tak było zawsze. Kiedy nauczyciel dowiadywał
się, że ktoś spisywał to obrywała osoba dająca to zadanie. Nie rozumiałam
logiki nauczycieli, ale nie po to chodziłam do szkoły. Podałam zeszyt Camille i
udałam się do klasy.
Lekcje mieliśmy cały
dzień w jednej sali. Ja siedziałam na końcu klasy w dwuosobowej ławce,
oczywiście sama. Nie mogliśmy się przesiadać chyba, że nauczyciel tak sobie
wymyślił. Nie byłam lubiana, ale też niepogardzana, bo znam takie osoby, które
są nieakceptowane i przez to „terroryzowane”. Dziś środa, czyli dwie godziny
rozmowy o wycieczce. Kiedy usiadłam na miejscu nauczyciel wszedł do klasy, a
zaraz za nim Camille z moim zeszytem. Podeszła do mnie i położyła na ławce z
uśmiechem na twarzy.
- Dzięki. Nie martw
się, nie zauważył. –Nie zaskoczyła mnie jej wypowiedź. Prawie codziennie to
słyszałam jak dawałam zeszyt znajomym.
- Dzień dobry klaso.
Jak już pewnie wiecie dziś porozmawiamy o wycieczce. Tydzień temu prosiliście
żeby z trzydniowej zrobić pięciodniową i mam nadzieję, że was nie rozczaruję,
jeśli powiem, iż teraz potrzebne są tylko zgody od waszych rodziców. –Cała
klasa chórem wykrzykiwała pytania. Co będziemy robić itp. –Riley chłopcze czy
mógłbyś rozdać zgody, tym, którzy jadą?
- Oczywiście panie
profesorze. –Zabrał się za rozdawanie, a w tym samym czasie nauczyciel zaczął
opowiadać o wycieczce. Mówił nam jak jesteśmy dobrani w namiotach. Nigdy na
wycieczkach nie wybieraliśmy sami. Namioty były 3-osobowe, a ja trafiłam na
dwie największe modnisie w szkole. Nie akceptowały nikogo poza sobą, ale
oczywiście dopuszczały rozmowy z chłopcami tylko przystojnymi. Chodziło im o to
żeby się dobrze prezentować. Nie byłam zachwycona, aczkolwiek najbardziej
chciałabym być sama, więc tak czy siak nie byłoby dobrze. Z drugiej strony
cieszyłam się, że jadę na biwak. Była to okazja żeby poszukać kolegów. Miałam
tylko 2 koleżanki, które wolały swoje towarzystwo, a niekoniecznie moje, więc
chciałam znaleźć nowych.
Lekcje minęły
stosunkowo szybko. Wróciłam do domu na nogach, bo dzień był ciepły, a plecak
leciutki. Zamyśliłam się i nawet nie zauważyłam, kiedy stanęłam przed drzwiami
domu. Była to bardzo cicha okolica, bo nie mieszkało tu żadne dziecko oprócz
mnie. Sami starsi i w podeszłym wieku ludzie.
Mieszkanie z tatą miało
też swoje minusy. Od 10 roku życia, gdy tato rozwiódł się z mamą (od tamtej
pory jej nie widziałam) musiałam radzić sobie sama. Zwykle wracałam ze szkoły o
godzinie 15: 00, czyli 5 godzin przed nim. Sama robiłam obiady, sama się
uczyłam. Nigdy nie chodziłam na dodatkowe lekcje, ani korepetycje. Wszystko
robiłam sama. Najtrudniejszy był jednak okres dojrzewania, gdy nie mogłam
znaleźć przyjaciół i nie miałam, z kim porozmawiać. Tato często wracał z pracy
po kilku dniach, bo wyjeżdżał na niespodziewane wyjazdy służbowe.
Tak było i dziś, po
wejściu do domu znalazłam kartkę na blacie, a na niej standardowa wiadomość.
„Córeczko
przepraszam, że ciągle wyjeżdżam. Wiesz, że gdybym nie musiał to bym nie
jechał. Wierzę, że sobie poradzisz. Zostawiłem Ci w pokoju trochę pieniędzy na
wypadek gdyby zabrakło Ci czegoś do jedzenia lub na wyjazd. Wracam dopiero za
dwa tygodnie. Całusy, kochający tato."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz