Sam widok kartki mnie
nie zaskoczył. Jedynie fakt, że zostawił mnie na całe dwa tygodnie był
zdumiewający. Nigdy nie wyjeżdżał na tak długo. Szczególnie, że za tydzień to mnie nie ma, a on wraca. Znając jego pracę jak ja wrócę to
on wyjedzie. Jest to bardzo frustrujące gdyż widuję go jedynie w niedzielę, bo
w soboty także pracuje. Każdego dnia byłam coraz bardziej oddzielona od taty.
Zdarzały się takie poranki, że ledwo go poznawałam, gdy zapomniał się ogolić.
Dziś zdałam sobie sprawę, że ani trochę go nie znam. Nie podejrzewałam go o to,
że zostawi mnie na tak długi okres czasu bez jakiegokolwiek pożegnania. Nie
było mi tak smutno nawet, gdy wyjechał dzień przed moimi urodzinami i całkowicie
pochłonięty pracą nawet nie zadzwonił z życzeniami.
Zaczęłam zastanawiać
się nad ucieczką z domu, ale doszłam do wniosku, że wyszłoby na to samo. Tak
czy siak nie widuję go często. Nieco smutna udałam się do swojego pokoju. Na
biurku faktycznie leżała spora suma pieniędzy. Schowałam je do skarbonki i
zabrałam się za lekcje na czwartek. Zazwyczaj dobrze się uczyłam, nie miałam
problemów w szkole. Zawsze dobrze się czułam wśród książek. Tylko one dodawały
mi otuchy podczas samotnych wieczorów. Prosiłam tatę o jakieś zwierzę już od
dawna, ale jak tylko zaczynałam temat on błyskawicznie go zmieniał. Nigdy mi
nie wytłumaczył, dlaczego nie chce nawet mówić o zwierzętach. Prawda jest taka,
że on mi właściwie o niczym nie mówi. Niedawno dowiedziałam się, że w zeszłym
roku awansował i to bynajmniej nie od niego tylko jego kumpla, który
najwidoczniej nie potrafi trzymać języka za zębami.
Nadeszła noc. Położyłam
się do łóżka z książką, którą aktualnie czytałam, a mianowicie „Harry Potter i
Czara Ognia”. Był to mój ulubiony cykl powieści fantastycznych, ale od dawna
nie słyszałam o nikim, kto lubiłby tę książkę. Miałam nadzieję spotkać kiedyś
chłopaka, który lubiłby to, co ja wspierał mnie w moich działaniach.
Kolejne dni szkoły
minęły tak samo jak zawsze. Jakieś kartkówki, sprawdziany, a po południu nauka
do nich. W weekend wybrałam się na zakupy, ponieważ nie miałam jeszcze śpiwora,
spodni dresowych i karimaty na biwak. Spodnie wybrałam szare, dość szerokie
zwężane przy kostkach. Śpiwory były jedynie fioletowe i różowe, więc bez większego
namysłu wybrałam fiolet. Był to mój ulubiony kolor, tak jak i zielony. Karimatę
wybrałam także fioletową tyle, że nieco ciemniejszą. Teraz już mogłam jechać.
Niestety pozostał jeszcze tydzień szkoły przed upragnioną wycieczką. Jedynym
plusem było to, że na te pięć dni nauczyciele nie zapowiedzieli żadnych
sprawdzianów ani kartkówek. Każda osoba z naszej klasy chciałaby już skończyć
ten tydzień. W poniedziałek po przyjściu do szkoły stwierdziłam jeden niemiły,
ale prawdziwy fakt, a mianowicie to, że czas zwolnił. Lekcje ciągnęły się w
nieskończoność, tak samo przerwy. I tak przez cały tydzień. Kiedy wreszcie
nadszedł upragniony piątkowy dzwonek obwieszczający koniec lekcji wszyscy
zerwali się z krzeseł i pobiegli po kurtki do szatni. Choć był maj to nie było
na tyle ciepło, aby chodzić bez nich.
Wróciłam do domu.
Postanowiłam, że nie będę zmieniała mojej rutyny, którą wypracowałam po
wyjeździe taty. Zrobiłam lekcje, zjadłam obiad i zabrałam się za czytanie
książki. Lubiłam oderwać się od rzeczywistości. Gdy już czytałam cokolwiek, co
mnie zaciekawiło to utożsamiałam się z którąś z postaci. Tak jak bym żyła jej życiem
lub swoim wymarzonym.
Nagle usłyszałam
telefon. Dzwonił z sąsiedniego pokoju. Wstałam z łóżka przeszłam przez przedpokój
udekorowany dużą ilością obrazów, gdyż mama zawsze lubiła kolorowe wnętrza. W
salonie na stoliku do kawy leżał nieduży czarny telefon. Chwyciłam go i
zobaczyłam na wyświetlaczy: „Dzwoni: Tato.” Pospiesznie odebrałam telefon.
Niespodziewanie usłyszałam jakiś damski głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz