sobota, 24 listopada 2012

Część 5


Obudziło mnie wyraźne słońce, które wpadało przez okno. Zegarek pokazywał 10:30, a to oznaczało, że mam dwie i pół godziny do przyjazdu ojca i jego dyrektorki. Miałam zamiar obudzić się wcześniej, ale po wczorajszych wrażeniach byłam tak zmęczona, że widocznie nie dałam rady. Szybko wstałam z łóżka i poszłam do łazienki umyć się. Po drodze z garderoby, która była połączona z moim pokojem szklanymi drzwiami zgarnęłam moje ulubione szare rurki i bluzkę w granatowo- białe paski z rękawem trzy czwarte. Wymyłam się w trzydzieści minut, bo musiałam się choć trochę odprężyć przed ich przyjazdem. Wróciłam do pokoju i po chwili namysłu postanowiłam ogarnąć dom. Zaczęłam od kuchni, tu było najwięcej roboty, bo wszystkie naczynia zawsze zostawiam na dzień przyjazdu ojca, a po tygodniu trochę ich się nazbierało. Później przeszłam do salonu, następnie pokój taty, przedpokój, jedna łazienka, druga, jadalnia i w końcu mój pokój z garderobą. Posprzątanie całego domu zajęło mi półtorej godziny, więc zostało mi jeszcze trzydzieści minut. Nagle przypomniałam sobie, że ze stresu nic nie zjadłam, a powinnam żeby później nie zasłabnąć. Poszłam do kuchni i przygotowałam sobie płatki z mlekiem. Przeżuwałam w takim stresie, że nawet nie zauważyłam kiedy dziesięć minut przed czasem zadzwonił dzwonek do drzwi. Ocknęłam się i jak się okazało po dwudziestu minutach zjadłam ze trzy łyżki.
Pobiegłam otworzyć drzwi. Moim oczom ukazała się niezwykle wysoka kobieta, choć możliwe, że to przez jej piętnasto- centymetrowe szpilki. Była niezwykłej urody, rozpuszczone blond włosy sięgały jej do pasa; gdzieniegdzie kryły się ledwo widoczne ciemniejsze pasemka, niebieskie oczy zgrabne dłonie. Miała na sobie zwiewną białą sukienkę w beżowe kwiaty wanilii, a na to narzuconą pasującą lekko kremową marynarkę. Niewiele makijażu podkreślało jej kobiece atuty. Długie rzęsy, pełne usta, lekko różowe policzki oraz krystalicznie białe zęby. To wszystko składało się na kobietę idealną, poza jednym małym wyjątkiem. Miała koński uśmiech i na domiar złego sztuczny. Jak dla mnie nie ma nic gorszego niż sztuczny uśmiech. Nie wszyscy to zauważają, ale dla mnie to jest bardzo widoczne. Zaraz za nią stał tato. Chyba był trochę poddenerwowany, bo wchodził do mieszkania bardzo niepewnie. Zupełnie tak jakby nie wiedział, co się dzieje i gdzie jest.
- Dzień dobry. Pani Aragon?
- Witaj, tak to ja. A Ty pewnie jesteś Charlotte. Twój tato wiele o Tobie opowiadał, ale jak sama pewnie zauważyłaś dzieje się z nim coś niedobrego.
- Może pani wejdzie? Nie będziemy tak stać przecież. Proszę wejść.- choć kobieta była podejrzana to wolałam ją wpuścić. Skoro coś się dzieje z tatą, to ja chcę wiedzieć co. Przeprowadziłam ją przez przedpokój, minęłyśmy kuchnię, jadalnię i usadowiłyśmy się w salonie.
-No, więc dobrze. Gdy wczoraj mówiłam Ci, że zaczniesz nowe życie miałam na myśli naukę w specjalnej szkole i nadzieję na Twój udział w zdiagnozowaniu przypadłości Marcusa oraz przywrócenie dawnego stanu rzeczy.
- Chcę pomóc tacie, za wszelką cenę. Tylko na jakiej zasadzie funkcjonuje ta specjalna szkoła?
- Specjalna, hmm. Czy zauważyłaś w swoim życiu coś dziwnego? Coś co nie zdarza się normalnym ludziom, co wcześniej uznawałaś za wytwór bujnej wyobraźni?- nie miałam najmniejszej ochoty wyjawiać jej swoich sekretów, ale co jeśli tylko w ten sposób pomogę tacie? Zdecydowałam, muszę jej powiedzieć o wszystkim.
- Właściwie to zauważyłam, od niedawna gdy wstaję rano nawet nie zauważam kiedy jestem na dole i siedzę przy stole. Kiedy próbuję sobie przypomnieć drogę do jadalni mam pustkę, bo mam wrażenie, że ona nigdy się nie odbyła, a ja jakimś dziwnym sposobem trafiłam na krzesło.- miała zaciekawioną minę, ale jeśli co chwilę jeździ i mówi o tym każdemu dziecku to prawdopodobnie zdążyła się nauczyć.- Czasami mam wrażenie, że coś co przeżywam już kiedyś się zdarzyło, ale nie w moim życiu. Nigdy nie potrafiłam tego rozgryźć, więc zazwyczaj nie przywiązywałam do tego uwagi, ale teraz sądzę, że to zdarzało się zbyt często żeby mogło być dziełem przypadku.
- To co mówisz jest bardzo ważne. Teraz jestem pewna, że Terkin to miejsce dla Ciebie. Gwarantuję, że Ci się tam spodoba! Mam niestety również złe wieści. Ze względu na to, że musisz jak najszybciej rozpocząć naukę, biorąc pod uwagę stan twojego ojca. Nie możesz pojechać na wycieczkę szkolną. Przykro mi.- przez dłuższą chwilę nie potrafiłam przyswoić tego co powiedziała. Jakim cudem tak długo oczekiwany wyjazd ma mi przepaść? Czułam, że nie mogę na to pozwolić, ale jednocześnie wiedziałam, że nic nie zdziałam.
- Jeśli nie mam innego wyjścia. Pomogę tacie. Kiedy wyjeżdżamy?- postanowiłam zachować zimną krew, czułam że tego właśnie oczekują. 

1 komentarz:

  1. WoW, bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać kolejnej notki^^ Piszesz wyjątkowo ciekawie i zgrabnie^^
    Zapraszam do mnie:
    http://sztylety-gildiasrebrnejanakondy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń