Obudziło mnie wyraźne
słońce, które wpadało przez okno. Zegarek pokazywał 10:30, a to oznaczało, że
mam dwie i pół godziny do przyjazdu ojca i jego dyrektorki. Miałam zamiar
obudzić się wcześniej, ale po wczorajszych wrażeniach byłam tak zmęczona, że
widocznie nie dałam rady. Szybko wstałam z łóżka i poszłam do łazienki umyć
się. Po drodze z garderoby, która była połączona z moim pokojem szklanymi
drzwiami zgarnęłam moje ulubione szare rurki i bluzkę w granatowo- białe paski
z rękawem trzy czwarte. Wymyłam się w trzydzieści minut, bo musiałam się choć
trochę odprężyć przed ich przyjazdem. Wróciłam do pokoju i po chwili namysłu
postanowiłam ogarnąć dom. Zaczęłam od kuchni, tu było najwięcej roboty, bo
wszystkie naczynia zawsze zostawiam na dzień przyjazdu ojca, a po tygodniu trochę
ich się nazbierało. Później przeszłam do salonu, następnie pokój taty,
przedpokój, jedna łazienka, druga, jadalnia i w końcu mój pokój z garderobą.
Posprzątanie całego domu zajęło mi półtorej godziny, więc zostało mi jeszcze
trzydzieści minut. Nagle przypomniałam sobie, że ze stresu nic nie zjadłam, a
powinnam żeby później nie zasłabnąć. Poszłam do kuchni i przygotowałam sobie
płatki z mlekiem. Przeżuwałam w takim stresie, że nawet nie zauważyłam kiedy
dziesięć minut przed czasem zadzwonił dzwonek do drzwi. Ocknęłam się i jak się
okazało po dwudziestu minutach zjadłam ze trzy łyżki.
Pobiegłam otworzyć
drzwi. Moim oczom ukazała się niezwykle wysoka kobieta, choć możliwe, że to
przez jej piętnasto- centymetrowe szpilki. Była niezwykłej urody, rozpuszczone
blond włosy sięgały jej do pasa; gdzieniegdzie kryły się ledwo widoczne
ciemniejsze pasemka, niebieskie oczy zgrabne dłonie. Miała na sobie zwiewną
białą sukienkę w beżowe kwiaty wanilii, a na to narzuconą pasującą lekko
kremową marynarkę. Niewiele makijażu podkreślało jej kobiece atuty. Długie
rzęsy, pełne usta, lekko różowe policzki oraz krystalicznie białe zęby. To
wszystko składało się na kobietę idealną, poza jednym małym wyjątkiem. Miała
koński uśmiech i na domiar złego sztuczny. Jak dla mnie nie ma nic gorszego niż
sztuczny uśmiech. Nie wszyscy to zauważają, ale dla mnie to jest bardzo widoczne.
Zaraz za nią stał tato. Chyba był trochę poddenerwowany, bo wchodził do
mieszkania bardzo niepewnie. Zupełnie tak jakby nie wiedział, co się dzieje i
gdzie jest.
- Dzień dobry. Pani
Aragon?
- Witaj, tak to ja. A
Ty pewnie jesteś Charlotte. Twój tato wiele o Tobie opowiadał, ale jak sama
pewnie zauważyłaś dzieje się z nim coś niedobrego.
- Może pani wejdzie?
Nie będziemy tak stać przecież. Proszę wejść.- choć kobieta była podejrzana to
wolałam ją wpuścić. Skoro coś się dzieje z tatą, to ja chcę wiedzieć co.
Przeprowadziłam ją przez przedpokój, minęłyśmy kuchnię, jadalnię i usadowiłyśmy
się w salonie.
-No, więc dobrze. Gdy
wczoraj mówiłam Ci, że zaczniesz nowe życie miałam na myśli naukę w specjalnej
szkole i nadzieję na Twój udział w zdiagnozowaniu przypadłości Marcusa oraz
przywrócenie dawnego stanu rzeczy.
- Chcę pomóc tacie, za
wszelką cenę. Tylko na jakiej zasadzie funkcjonuje ta specjalna szkoła?
- Specjalna, hmm. Czy
zauważyłaś w swoim życiu coś dziwnego? Coś co nie zdarza się normalnym ludziom,
co wcześniej uznawałaś za wytwór bujnej wyobraźni?- nie miałam najmniejszej
ochoty wyjawiać jej swoich sekretów, ale co jeśli tylko w ten sposób pomogę
tacie? Zdecydowałam, muszę jej powiedzieć o wszystkim.
- Właściwie to
zauważyłam, od niedawna gdy wstaję rano nawet nie zauważam kiedy jestem na dole
i siedzę przy stole. Kiedy próbuję sobie przypomnieć drogę do jadalni mam
pustkę, bo mam wrażenie, że ona nigdy się nie odbyła, a ja jakimś dziwnym
sposobem trafiłam na krzesło.- miała zaciekawioną minę, ale jeśli co chwilę
jeździ i mówi o tym każdemu dziecku to prawdopodobnie zdążyła się nauczyć.- Czasami
mam wrażenie, że coś co przeżywam już kiedyś się zdarzyło, ale nie w moim
życiu. Nigdy nie potrafiłam tego rozgryźć, więc zazwyczaj nie przywiązywałam do
tego uwagi, ale teraz sądzę, że to zdarzało się zbyt często żeby mogło być
dziełem przypadku.
- To co mówisz jest
bardzo ważne. Teraz jestem pewna, że Terkin to miejsce dla Ciebie. Gwarantuję,
że Ci się tam spodoba! Mam niestety również złe wieści. Ze względu na to, że
musisz jak najszybciej rozpocząć naukę, biorąc pod uwagę stan twojego ojca. Nie
możesz pojechać na wycieczkę szkolną. Przykro mi.- przez dłuższą chwilę nie
potrafiłam przyswoić tego co powiedziała. Jakim cudem tak długo oczekiwany
wyjazd ma mi przepaść? Czułam, że nie mogę na to pozwolić, ale jednocześnie
wiedziałam, że nic nie zdziałam.
- Jeśli nie mam innego
wyjścia. Pomogę tacie. Kiedy wyjeżdżamy?- postanowiłam zachować zimną krew,
czułam że tego właśnie oczekują.
WoW, bardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać kolejnej notki^^ Piszesz wyjątkowo ciekawie i zgrabnie^^
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie:
http://sztylety-gildiasrebrnejanakondy.blogspot.com/